G jak GUERRILLA MARKETING


Marketing partyzancki

Guerrilla marketing

W praktyce (na końcu tekstu nasz przykład):

Kojarzysz książkę: „Wszystko co mężczyźni wiedzą o kobietach” na okładce wiele pochlebnych opinii oraz cytaty w stylu SZOKUJĄCA, SAMA PRAWDA, a w środku… same gładkie, białe strony ;)

Reklama partyzancka wykorzystująca virusowść treści, czyli tworzysz reklamę, która na pewno zaskakuje formą / miejscem / sposobem, wykorzystujesz niekonwencjonalną metodę na zyskanie uwagi i przekazanie informacji. Co to może być? Malunek na chodniku, wlepka na uczelni, dorysowany cień, billboard wykorzystujący przestrzeń – wychodzący poza standardowy prostokąt.

W teorii:

Marketing partyzancki. Promowanie marki w kreatywny sposób, często wykorzystując przestrzeń miast i reklamy zewnętrzne, ale także miejsca, w których obecność reklamy zaskakuje np. WC, lotnisko, samochód ciężarowy.


Jak z tego skorzystać?

Kreatywność wygrywa z budżetami. Jeśli masz duży budżet, a brakuje w reklamach chociaż szczypty kreatywności, to… osiągasz mniejsze efekty ;) Jeden dobrze umiejscowiony projekt może stać się tematem rozmów, zdjęciem które zaleje Internet czy tematem poruszonym w tv.


Z naszego podwórka:

Tworząc kampanię ambientową dla jednej z marek postanowiliśmy wprowadzić nie oczywistość i odbiorcy mieli zastanawiać się czego dotyczy ta akcja – dzielić się tym samym ze znajomymi podejrzeniami i dyskutować. 1 etap budował napięcie i powodował pytania. Wprowadziliśmy wizytówki w małych czarnych kopertach, na których znajdował się tylko nic nieprecyzujący adres www. Budowaliśmy napięcie, dlatego po wejściu na stronę www z wizytówki oczom ukazywał się zegar odliczający czas do nadejścia zmian. Taką kopertę otrzymał również kierownik jednej z restauracji znanych na całym świecie, w której rybach podobno nie ma ości, a wołowina jest w 100 % od Polskich dostawców ;) W tym miejscu mogłaby się ta historia skończyć, ale ów kierownik restauracji… wezwał policjantów z wydziału kryminalnego, którzy zatrzymali osoby kolportażujące koperty. Powodem zatrzymania i przesłuchania było podejrzenie, że zegar na stronie www odlicza czas do… wybuchu bomby. Taki mamy terrorystyczny klimat :P Oczywiście informacja ta rozeszła się lotem błyskawicy i wzbudziła jeszcze większe zainteresowanie :D Jednak to nie koniec, bo w tej samej akcji 2 etapem był olbrzymi znak zapytania znajdujący się na ścianie reklamowej w centrum miasta. Kreacja była minimalistyczna i dzięki temu została sfotografowana i wrzucona na profilu rapera, który oprócz bogatego artystycznego dorobku ma również bardzo duże zasięgi. Wykorzystał on zdjęcie do wypromowania informacji o nowej płycie i tym samym udzielił bezpłatnie reklamy ;)

Akcja stała się tematem wielu rozmów i dotarła do dużo szerszej grupy niż mógłby spowodować tradycyjny marketing.

PS: Słuchacze rapera wpisywali się w jedną z grup docelowych marki, więc to była szóstka w totku :)

© 2020 Pomagamy Markom, omijamy Januszy
-